aktualności

OFERTA

Olej do Royala
Olej silnikowy dla silników pojazdów zabytkowych i klasycznych Olej sprzęgłowy
Olej sprzęgłowy dla sprzęgieł mokrych motocykli klasycznych i zabytkowych

Smar półpłynny dla skrzynek biegów Smar półpłynny dla motocykli
klasycznych i zabytkowych



ZAPRASZAMY!!





Naszej przygody z motocyklami Royal Enfield ciąg dalszy
- Meeting w Pruchnej


W dniach 17, 18 i 19 czerwca 2010 odbyło się w Pruchnej kolejne spotkanie fanów motocykli marki Royal Enfield. 17. 06. - Piątek był przeznaczony na dojazd do wyznaczonego celu. Tym razem Royale reprezentowały wiele regionów Polski, czasem bardzo odległych od Pruchnej i wszystkie pokonały swoje trasy bez większych kłopotów mimo zmiennej pogody i opadów deszczu. Może też dzięki temu radość ze spotkania w tej, przecież dobrze się już znającej grupie klubowiczów była tym większa. Miłe też jest to, że za każdym takim spotkaniem nasza grupa powiększa się o nowych Fanów wspaniałych klasycznych motocykli.

Piątek
Pogoda szmatława, niskie zachmurzenie, co jakiś czas mżawka lub deszcz. W miejscu docelowym gości na motocyklach wita Jacek Łazarewicz, każdy wjeżdżający witany jest z uśmiechem i westchnieniem ulgi bo przecież jemu w szczególności zależy na tym by uczestników było jak najwięcej. Wieczorem przy kolacji była już licząca się grupa motocyklistów, humory wspaniałe a opowieści o wrażeniach z poszczególnych tras dojazdowych bez liku. Oczywiście dominowały rozmowy o szczegółach technicznych dotyczących obsługi i eksploatacji naszych maszyn. Wieczorem ognisko, kiełbaski przy piwie i niekończące się dalsze rozmowy.

Sobota
Rano obudziła nas nadal kiepska pogoda nie rokująca nic dobrego na dalszą część dnia-szybko przemieszczające się po niebie niskie chmury typu stratus i fractus. Prognozy w komunikatach radiowych i TV też nie były optymistyczne. Tymczasem po wyśmienitym śniadaniu ok. godz 10.00 pułap chmur się podniósł, pojaśniało, a w chwile potem wyszło słońce i towarzyszyło nam już do końca dnia. Jakiż to był cudowny dzień. Dojechało jeszcze kilka motocykli no i okazało się że jest nas całkiem spora gromadka. Przedstawię ją w kolejności pochodzenia z zachodu na wschód, odpowiednio do kierunków z jakich przyjechali charakteryzując po imieniu "Kto" a dalej szczegóły charakterystyczne Enfielda:


  1. Janusz - czerwony, mocno chromowany z mocno rozbudowaną "deską" (+ duża szyba). Strzelce Opolskie
  2. Marcin - czarny z dużą szybą, pojedyncze siedzenia. Strzelce Opolskie.
  3. Jacek - czarny de lux z małą szybką, kanapą, gaźnikiem Amal Pruchna,
  4. Jurek - czarny standard, metalowe bagażniki. Zmieniona tylna lampa. Reszta oryginał. Inwałd
  5. Adam - czarny standard, kanapa z wyższym oparciem, znaków szczególnych brak. Kraków
  6. 6. Bartek - czarny 5-biegowy standard. Miły, młody fascynat swojej ukochanej maszyny. Warszawa,
  7. Marek - Myśliwy. Czerwony z zalewaną permanentnie świecą. Kończył nasz zjazd w pełnej symbiozie ze swoją maszyną, która postanowila od tego momentu nie sprawiać mu żadnych kłopotów. Rzeszów,
  8. Artur - nowy kolega, motocykl jak "Markowy", czerwony de lux ze skrzynią 5-ką. Przebieg: 400km. Sanok,
  9. Darek - składany, z silnikiem Elektry, rocznik z poprzedniego wieku. Kraśnik,
  10. Stefan - zielony, wojskowy. W trakcie Zjazdu pogniewali się na siebie i rozjechali w dwie różne strony. Kętrzyn
  11. Danek z Elą - Yamaha. Organizatorzy naszych spotkań nad Tanwią. Zamość

Następnym punktem programu tego dnia był wspólny przejazd krajoznawczy szosami po polskiej i czeskiej stronie granicy z przerwą na obiad w restauracji "na trasie". Oprócz wrażeń artystycznych, powodowanych przepięknymi widokami górskich krajobrazów m.in. np. na Czantorię były też i inne. Wyraźnie dało się zauważyć Anioła Stróża, który był przy Jacku i jego czarnym de luxie z małą szybką w momencie, gdy duży pies wpadł nagle pod jego motocykl. Jednoślady z zasady nie lubią takich spotkań i rzadko wychodzą z nich bez szwanku łącznie z kierującymi nimi. Jacek jadący na czele całej grupy nawet się nie zachwiał, niestety wielki pies poniósł w tym spotkaniu najwyższą ofiarę. Strach pomyśleć jakie skutki dla Jacka i dla innych, blisko jadących uczestników wycieczki mogła by mieć wywrotka jego motocykla. Los też miał w swej opiece Stefana, któremu zielony motocykl zdecydowanie i całkowicie odmówił posłuszeństwa w trakcie tej wycieczki.
Ten przypadek ma dwa bardzo istotne aspekty: - po pierwsze mogło się to przecież zdarzyć nieco wcześniej w trakcie 650 kilometrowego dojazdu w deszczu, w nocy i w środku lasów mazurskich a stało się w dzień, w słonecznej pogodzie,- po drugie i co ważniejsze zdarzyło się to niemal w komfortowych warunkach i wśród przyjaciół, bo też wszyscy uczestnicy złotu pomagali jak mogli. Finał był taki, że Jacek zaopiekował się zielonym Royalem zawiezionym na przyczepce do jego domu a Janusz ze Strzelc Opolskich podjął się przewiezienia go przy pierwszej nadarzającej się okazji do siebie, sprawdzenia co było przyczyną zatrzymania się pracy silnika no i ewentualnej naprawy. Ta przyczyna zresztą jest w kręgu zainteresowania wszystkich uczestników Zjazdu bo sama w sobie jest dotychczas nieznana i niezwykła jak na tą markę motocykla. Znalezienie przyczyny i określenie przypuszczalnych powodów jej wystąpienia może mieć duże wartości poznawcze dla wszystkich użytkowników Royali. Wszak posiadanie takiej wiedzy może spowodować postępowanie w obsłudze technicznej eliminujące ryzyko występowania takiej usterki w przyszłości. Ha zobaczymy. Niewątpliwie Janusz poinformuje wszystkich o swoich spostrzeżeniach i przemyśleniach jak tylko będzie do tego gotowy. A Stefan? Dalej uczestniczył tego dnia w wycieczce ale już jako pasażer Bartka z Warszawy na jego Royalu. Tak więc i ten dzień dobiegł końca w dobrych humorach i wieczornych, przy ognisku rozmowach.

Niedziela
Powitała nas znowu mroczną, wilgotną pogodą i po śniadaniu po kolei Royale zaczęły się rozjeżdżać w swoje strony. Niewątpliwie najmniej ambitnie lecz "na sucho" dojechał do domu Stefan. Do Katowic został komfortowo podwieziony przez Przemysława i Krystynę ich wspaniałym samochodem a dalej już pojechał - jak to się dawniej mówiło "na węgielkach" czyli pociągiem.

Drodzy Przyjaciele, może ta skromna informacja nie wyczerpuje wszystkiego co miało miejsce w trakcie trwania naszego spotkania, ale przecież najważniejszą rzeczą jest, że powstał po tym jakiś "pisany" ślad upamiętniający to spotkanie, że tam byliśmy, że odświeżyliśmy swoje kontakty, że staliśmy się sobie bliżsi, że wszyscy byliśmy czuliśmy się sobie potrzebni, że widzieliśmy namacalne dowody przyjaźni i zrozumienia a ja ich po prostu doświadczyłem - cóż więcej tak naprawdę do szczęścia potrzeba? Czyż nie jesteśmy szczęściarzami?
Wielkie dzięki Jackowi za pomysł, organizację i realizację tej imprezy. Dzięki Wam wszystkim, którzy tworzycie w różny sposób tą wspaniałą "budowlę" - przecież żeby coś istniało i się rozwijało musi się najpierw urodzić!! Zaś od siebie Wszystkim Koleżankom i Kolegom pragnę podziękować za to, że dzięki nim mogłem spokojnie, choć w pewnym sensie "na tarczy" ale z uśmiechem i lekkim sercem wrócić do domu.


Stefan

(dopisek mój-Jacek): po całej imprezie okazało się, że Bartek nie tylko "woził" Stefana podczas meetingu. On, zupełnie bezinteresownie, odstąpił Stefanowi części zapasowe do uszkodzonego motocykla. Cicho, spokojnie, bez rozgłosu. Ot tak, po prostu. Koledzy, rośnie nam kolejne, solidne pokolenie Motocyklistów. Bartku, jesteś wielki! I dzięki, że do nas dołączyłeś.
© Motocykle klasyczne. ROYAL ENFIELD BULLET